O Justynie Kowalczyk i ZUS-ie zarazem

O Justynie Kowalczyk ostatnio znowu jest głośno. Dołączyła do swojej bogatej kolekcji kolejny złoty medal Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Przy czym zrobiła to w na tyle niesprzyjających dla siebie okolicznościach (biegła m. in. ze złamaną stopą), że próba oddania jej sukcesu w słowach jest nie tyle trudna, co niemożliwa. Nawet mając w orężu tak elastyczny język jak polski. Co prawda w internecie można przeczytać co bardziej chwalebne opisy jej wygranej.  I dobrze! Ale to jak porywanie się z motyką na słońce. Jedynym, który moim zdaniem sięgnął ideału Justyny, jest Tomasz Zimoch. Chapeau bas!

Niemniej nie o tym chciałem, bowiem o Justynie i jej sukcesie rozpisano się już w prawie każdym miejscu. Więc w jakim kontekście o tym wspominam? Jaki związek ma Justyna z ZUS-em?

Chciałoby się powiedzieć: żaden. Niestety wyobraźnia pewnego lekarza orzecznika działającego w Oddziale ZUS w Nowym Sączu każe sądzić inaczej. Mianowicie lekarz ten, zapewne nie mogąc wyjść z podziwu nad sukcesem Justyny, postanowił wykorzystać to podczas badań swojego pacjenta. Stwierdził bowiem, że skoro Justyna Kowalczyk może biegać ze złamaną nogą, to pacjent może pracować. Można powiedzieć: wypowiedź iście kinowa. Tyle, że nie jest to ani kino, ani nawet serial o lekarzach. Jest to akcja rozgrywająca się w rzeczywistości. Albo raczej była…

Z całością scenariusza możesz zapoznać się klikając w poniższy link:

„Lekarz orzecznik stwierdził, że skoro Justyna Kowalczyk może biegać ze złamaną nogą, to ja mogę pracować”


Komentarze

O Justynie Kowalczyk i ZUS-ie zarazem — 3 komentarze

  1. No ale… jak złamię palec u nogi, to nie mogę pracować jako tłumacz? Co do zasady – w kwestii generalnej – nie można odmówić racji lekarzowi orzecznikowi – zwolnienie ma być dla osób rzeczywiście nie mogących wykonywać swojej pracy z uwagi na chorobę lub uraz.

    • Co do zasady – w kwestii generalnej – się z Panem zgadzam 🙂 Ale nawet przy złamaniu palca u nogi może okazać się, że również tłumacz będzie miał problem z wykonaniem swoich obowiązków zawodowych/pracowniczych. Wszak złamanie złamaniu nierówne. Ponadto rzecz jest tutaj głównie w sposobie argumentowania orzeczenia przez lekarza. Do merytorycznych na pewno nie należy podawanie za przykład wyczynowego sportowca, który niefortunnie łapie kontuzję przed jedną z najważniejszych imprez w sportowej karierze. I aby na niej wystąpić (z sukcesem czy bez) musi stosować różne leki przeciwbólowe, czy inne środki uśmierzające ból. Wydaję mi się, że od pracownika takiego poświęcenia nie powinno się oczekiwać 🙂 Niemniej jednak niecne próby uzyskania zwolnienia były, są i zapewne będą powszechne. Ale nie można traktować tak każdych, bo uczciwych petentów także nie brakuje. Podobnie jak rzetelnych lekarzy orzeczników, co nie zmienia faktu, że wyjęta na wierzch historia pewnego Pana z Nowego Sącza przykuwa uwagę i daje do myślenia.

      • Zatem w kwestiach generalnych się zgadzamy 😉 A co do całej reszty, to nie znamy szczegółów i nie wydestylujemy ich z sensacyjnych artykułów, więc jeśli trudno jakieś wnioski wyciągać – pomijając już wspomniane generalia, których nie sposób z góry wyśmiewać, bo są – co do zasady – słuszne 😉 Pozdrawiam.

Dodaj komentarz